Na pierwszy rzut oka niby normalni ludzie.  Zwykły przechodzień nie rozpoznałby w nich ludzi z żelaza i pomyliłby się bardzo! Kiedy tylko przywdzieją swoje obcisłe stroje superbohaterów, niemalże słychać łopot powiewających na wietrze peleryn. Wtedy to budzą się w nich bestie i ruszają podbijać świat, ratować niewiasty z opresji i wygrywać wszystko co jest do wygrania.  Szeregi Kolarskiego Teamu zasilają najwspanialsze i najzacniejsze Panie i od nich właśnie zaczniemy. Przedstawiamy Państwu:

KASIA SKURA

Nie dajcie się zwieść jej aksamitnemu głosowi i niewinnemu uśmiechowi. Historia Kasi to opowieść o nieoszlifowanym diamencie. Musicie wiedzieć, że Kasia swoją kolarską pasję odkryła niedawno. Ponad rok temu, kiedy zasiadła na sprzęcie pozwalającym na leśne szaleństwa, odkryła że nogi jej silne są niczym u Hulka, a zwinność wiewiórki i wzrok sokoła pozwalają jej pokonywać leśne przeszkody z niewymuszoną łatwością i gracją! Całą długą zimę dzielnie trenowała w kuźni talentów  na Sobieskiego 102 a ,żeby swój debiutancki sezon rozpocząć jak przystało na prawdziwego harpagana. Skura na trasie nie odpuszcza nikomu. Sam Chuck Norris boi się jej stanąć na drodze. Poza swoim kolarskim wcieleniem, w którym straszy w Kampinosie wszystkie łosie, Kasia jest mamą dwójki urwisów i znawcą win. Nie gardzi też porannym dripem w Kolarskim. Najlepszy kompan do rozmów wszelakich, konstruktor zdań niezwykle kwiecistych i wielokrotnie, podrzędnie złożonych.  Perełka w sekcji MTB Kolarski Team!

MONIKA KUROWSKA

Siłaczka? Tytan pracy? Hardcorowy Koksu? Można tak o Moni mówić, ale i tak nie do końca oddaje to zawzięty i niezłomny charakter Moni. Codziennie od bladego świtu, niezależnie od pogody i pory roku, oddaję się ona morderczym treningom. Jest też żywym dowodem na to, że no pain no gain. A fakt, że Monia jest podatna na nieszczęśliwe wypadki i losowe zdarzenia, które teoretycznie nie mają prawa się zdarzyć sprawia, że jej triathlon to prawdziwe przeistaczanie się w kobietę z żelaza. Każdy kto wpadnie w uścisk Moni piszczy jak mała dziewczynka. Jest to sprawka jej demonicznych mocy. Monia posiada dar uzdrawiający, który spływa z jej dłoni wprost na nadwyrężone, poskracane i wymęczone mięśnie. Innymi słowy jest niezwykle utalentowaną fizjoterapeutką, która z najgorszej pokraki zrobi księcia/królewnę z bajki.

Michał Grzybowski

Misio jest jednym z pierwszych zawodników, którzy z zapałem tworzyli Kolarski Team (i jednym z ostatnich, który ogolił nogi). Moc jego drzemie niczym u biblijnego Samsona w brodzie. Odkąd ją zapuścił pływa szybciej niż delfiny, jeździ na rowerze jak sam Szatan i biega jak rodowity Kenijczyk. Upór i wrodzona zawziętość sprawiły, że grzecznie i sumiennie przepracował zimę, co zaprocentowało w Miśka debiutanckim triathlonowym sezonie. Siły na mordercze treningi dodaje mu przepyszna kawa, która zaspokoiłaby najbardziej wybredne podniebienia. Michał rozsmakował się w boskim naparze, który przygotowuje przy pomocy aeropress’u. Gdyby zdecydował się porzucić karierę sportowca, na pewno brylowałby w baristycznym światku, zaskakując wszystkich swoimi niebanalnymi pomysłami. Jeśli jednak i to nie zaspokoiłoby jego ambicji, czarowałby piękne panie swoim uwodzicielskim głosem, śpiewając serenady. Na pewno nie marnowałby boskiego talentu i obstawiałby wszystkie castingi do muzycznych talentshow. Dzięki jego dobroci i hojności, zaszczyca nas próbkami  swoich zdolności w przerwach między triathlonowymi  zmaganiami. Misiek jest jednym z tych ogniw, które najmocniej łączy teamowców. Prawie jak Sid z „Epoki Lodowcowej”, spajający swoje „stado”.

Przemek Gołdon

Przemek jak prawdziwy sportowiec wie, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia. Hołdując tej zasadzie, melduje się codziennie o poranku w Kolarskim, ażeby sił nabrać na dzień cały. Znawca muzyki wszelakiej i miłośnik czarnego humoru. Psychika Przemka wystawiona była na liczne ciężkie próby, podczas słynnych śniadanek. W Kolarskim dowcip ściele się iście szatański. Dlatego wybaczamy mu wszystko, nawet cygański telefon i chabrowy skuter. Jest to osobnik niezwykle zawzięty i uparty, nie da odebrać sobie żadnego naleśniczka, ani jabłkowego placuszka. Oprócz tego, cały czas uśmiechnięty i pogodny, co wzbudza nasze podejrzenia. Albo ma dobrego dealera i nie chce się podzielić tą informacją albo w duchu z nas szydzi. Dzięki Kolarskiemu udało mu się kilka „pierwszych razów”. Pierwsze swoje kelnerskie szlify zdobywał właśnie u nas. Pierwszy prawdziwy rower zakupił u nas. To tu odkrył, że w kawie można wyczuć „czerwone owoce” i bez mleka i cukru można się spokojnie obyć. Przemek obdarzony jest ponadprzeciętną ilością uroku osobistego, więc nie da się go nie lubić, nawet jakbyście próbowali. Fakt, że również jest dumnym tatą sprawia, że pogodzenie wszystkich obowiązków z treningami czyni go na pewno w jakimś stopniu Iron Manem.

Paweł Murak

Z Pawłem jest problem. To on jest po drugiej stronie aparatu i dokumentuje wszystkie wyjazdy,treningi i zawody. Oaza spokoju i opanowania. Doskonały materiał na baristę, oraz wyjazdowego Mac Gyvera! Motywator grupy i przewodnik stada podczas niedzielnych treningów. Umiejętności Pawła nie sposób wymienić, będzie to też odrobinę podejrzane. Uknuliśmy teorię, że siła spokoju w Pawle bierze się z regularnej dogoterapii. Beba, nieoficjalna maskotka Kolarskiego, podobno daje właścicielom nieźle w kość. Dlatego właśnie po latach treningu i kilometrach spacerów, Paweł odnalazł w sobie równowagę i spokój zen. Jeśli jednak zawiedzie dogoterapia, znajduje ukojenie w rabarbarowych ambrozjach z czeluści lodówek w Kolarskim. Jeden z największych propagatorów espresso z nakeda, nasz dobry ziomeczek i zapalony kolarz, który nie dał się omamić karbonowymi cackami.

Marcin Mroczek

Jedna noga Cycle Bros. Go Pro zostało wynalezione z myślą o nim. Specjalista i kolekcjoner rowerowych selfie. Marcin z początku miłośnik MTB, z czasem odkrywał subtelne piękno szos. Wiedziony tym zauroczeniem, w przypływie romantycznych uniesień stał się właścicielem Look’a z marzeń i snów. Znany wszystkim jako najznamienitszy domowy serwis pielęgnacyjny rowerów i specjalista w kolarskiej depilacji.  Arbiter elegancji zwany dalej stylóweczką. Marcin również jest szczęśliwym posiadaczem zacnego czworonoga, którego wytresował żeby pilnował naszych serwisantów. Zajmuje jedno z wyższych miejsc w naszym rankingu Króla Żartów Nieśmiesznych (czyt. sucharów).

Tomek Mroczek

Młodsza noga w Cycle Bros. Z pozoru cichy i spokojny jegomość. Życiowa mądrość głosi jednak, że pozory mylą i to bardzo. Tomek to nie lada harpagan! Nie wzrusza go Tour de Pologne, ani leśne harce. Niespożyte pokłady energii na szczęście uciekają z niego podczas kolejnego (ciężko zliczyć którego już) podjazdu pod rodzimą i kochaną Agrykolę. Wdzięczny model dla brata Mroczka, to też często bywa motywem przewodnim w twórczości fotograficznej brata. Znawca muzyki zacnej, fan (ale jeszcze nie wyznawca) najbardziej czaderskiego i legendarnego zespołu na M.

Alex Boucher

Iron Man (nawet tylko jego część) nabiera dla Aleksa nowego wymiaru. Przybysz z dalekiej Kanady podbija serca Polek. Zaopatrzony w solidne zapasy syropu klonowego, gotowy jest na triathlonowe potyczki z najlepszymi. Jego znakomita polszczyzna oszałamia wszystkich, a subtelny akcent zdradza egzotyczne pochodzenie. Na szczęście Aleks jest bardzo rozmowny, więc zapewnia za równo rozrywkę, jak i pozwala napawać się ciekawym połączeniami językowymi. Jego wrodzona ciekawość przyciąga ludzi, jest totalnym zaprzeczeniem drwala z kanadyjskich lasów,zarośniętego gbura z siekierą przerzuconą przez ramię (ach).

Jakub Goliniewski

Nasza tajna broń, piękny i młody – jak cały skład Kolarskiego- student Katowickiego AWF. Pomimo młodego wieku startował już w triathlonach oraz  zawodach biegowych, z bardzo dobrymi wynikami stając na podium. Nic byłoby w tym dziwnego, gdyby nie to, że Jakubowi udaje się łączyć karierę sportową ze studiami. Najprościej rzecz ujmując jest jak bulterier! Jak wściekły byk! Lepszy niż Tommy Lee Jones w Ściganym! Dlatego właśnie nasz on jest. Tak pisałam kiedy jeszcze tak dobrze Kuby nie znałam. Po kilku wspólnych zawodach, już wiem, że bulterier to przy nim pikuś i puszek okruszek. Kuba jest skupiony na celu do którego dąży. Nie zagaduje tematu, przeważnie odzywa się w idealnym momencie z pięknie skomponowaną ciętą ripostą. Nikt chyba nie zaprzeczy, że jest jedną z niewielu osób wśród tłumu triathlonistów (oczywiście nie z naszego teamu), na którym strój startowy rzeczywiście dobrze leży.

Dawid Załęgowski 

Najmłodszy nabytek w Kolarskim, uzdolniony początkujący mechanik rowerowy. Zna kierunki przykręcania i odkręcania prawie wszystkich rowerowych śrubek. Zdziwiło nas na początku, że na kierownicę od roweru rzucał się jak pitbull na wołową kosteczkę, ale zdążyliśmy do tego przywyknąć. Szkoli się u jednego z najbardziej wymagających mistrzów w swojej dziedzinie,który stosuje ciekawą technikę szkolenia swoich serwisowych ninjów. Dawid pomimo swojego młodego wieku jest niezwykle doświadczonym zawodnikiem mtb i jednym z najsilniejszych ogniw naszej sekcji. W jego głowie cały czas śmigaja, niczym chomiki w kółeczkach, utytłane mtb rumaki. Jest też fanem motoryzacji i kuchni rustykalnej. Odważnie podjął się dzielić z nami codzienne wyzwania.

 Witek Serdakowski

Przedstawiciel sportów wszelkich. Nieobcy jest mu tenis, piłka nożna, czy kitesurfing. Teraz przyszła pora na triathlon. Po co zajmować się jedną dziedziną sportu, skoro można przy okazji jednych zawodów załatwić trzy?! Siejąc strach, bez większych zniszczeń uczy pokory o wiele młodszych od siebie zawodników. Fakt, że część naszego teamu jest regularnie zawstydzana przez Witka, nosi w pewnym stopniu znamiona edukacyjne. Po zawodach relaksuje się kilkoma sekwencjami z jogi i gotowy jest na szybką przejażdżkę na rowerze. Pieszczotliwie nazywany Terminatorem.

Wojtek Szczypkowski

Już wielokrotnie był mylony z Bondem, kiedy tylko wchodzi do sklepu nie wiadomo skąd włącza się Tina Turner. Wojtek nie wsiada na rower jeśli nie ma w perspektywie co najmniej 200 km. Letnim spacerkiem po parku jest dla niego 400 km. Wtedy dopiero czuje, że gdzieś jeździł. Jako jeden z pierwszych w teamie ma szanse posiadać nie 1/4 albo 1/8 części ciała Iron Mana. Wojtek atakuje cały dystans już we wrześniu. Czekamy niecierpliwie, aż ziści się pierwszy człowiek z żelaza w barwach Kolarskiego. Arbiter kolarskiej elegancji, miłośnik gustownych trykotów i stylowych akcesoriów rowerowych.

Mateusz Syguła

Jest wiele Matowych odcieniOjciec założyciel Kolarskiego, dyrektor chaosu i kierownik zamieszania. Podsyłany do Wietnamu jako szpieg z misją dezorganizacji pracy wrogiego wywiadu. Zapalony sportowiec i urodzony talent w dystansach sprinterskich. Jako jeden z nielicznych, na zlecenie amerykańskich naukowców testuje metodę pływania żabką podczas zawodów z zadziwiająco dobrymi wynikami. Mateusz prezentuje nienaganną stylóweczkę Kolarskiego nawet na objazdach tras. Odkąd zamieszkuje w jego zdrowym ciele zdrowy duch, nieustannie bada swój organizm na okoliczność diety najbardziej sprzyjającej triathloniście. Czasami trudno jest być iron manem, nawet jeśli ma się tylko 1/8 ciała z żelaza. Zdarza się, że jest to realne zagrożenie życia. Mat bohatersko przeżył uderzenie włoskiego pioruna, który prawie musnął jego gładką, smukłą łydkę. Na szczęście kilka centymetrów jednak robi różnicę i szczęśliwie nic się nie stało.

Grzesiek Bielecki

Grzesiek to jeden z tych zawodników, który bardzo łatwo nabiera się na zagrywki ” ja tego nie zrobię?!”. Dlatego tym ciekawiej się ogląda jego występy. Czasem kończy się to testowaniem jakości służb ratowniczych na trasach, ale w końcu ktoś musi sprawdzić czym te obiboki się zajmują. W poważaniu mając wiatr i niepogodę, żar lejący się z nieba, Grzesiek dzielnie przemierzał piaszczyste trasy. Dla niego triathlon to najlepszy prezent i sposób na relaks, dlatego nawet w swoje urodziny postanowił wystartować. Jeden z bardziej pożądanych osobników podczas porannych spotkań w Kolarskim, oraz najlepszy świadek na to, że Mroczkowy domowy serwis pielęgnacyjny zawstydziłby niejednego profesjonalistę. Grzesiu dołączył bowiem do miłośników francuskich wyrobów, takich jak croissanty i rowery Lapierre.

I jeszcze trochę waszych pociesznych mordek:

Wydaje mi się, że niegrzecznie byłoby nie pokazać też sprawców tego obwoźnego kramu. Pomocne dusze,które ratują na trasie bądź reanimują tuż po zejściu z niej. Mistrzów w zmienianiu gumy na czas i siłaczy,którzy bez względu na względy na większości imprez Wam towarzyszyli. Miło mi przedstawić:

Artur Łuszczewski (Mrówa)

Brodacz nad brodacze! Perfekcyjny Pan domu i złota rączka. Charakteryzuje go siła spokoju i cięta riposta. Utytułowany Król Sucharów. Drzemie w nim przyczajony tygrys i ukryty smok. Zawsze znajdzie siłę na jakiś fajny rowerowy trip. Ratuje damy z opresji i zniewala je swoim nieprzeniknionym spojrzeniem. Potomek najprawdziwszych wikingów i pogromca kurzu. Jeden z niewielu ludzi, do których ksywka pasuje jak ulał. Aż dziw, że w człowieku o tak niepozornym  wzroście drzemie taka siła. Jako jeden z niewielu facetów wie, czym różni się sukienka od spódnicy, rozróżnia więcej niż 3 podstawowe kolory i wyczówa w kawie prawie całą paletę złożonych smaków, od czerwonych owoców do ziemistych i herbacianych nut.