Jakie były triathlonowe początki Kuby Goliniewskiego? Czy od początku lubił jeździć na szosie? Przeczytaj nasz wywiad!

Z Jakubem Goliniewskim, triathlonistą, zawodnikiem Kolarski.eu Team, zwycięzcą cyklu zawodów Volvo Triathlon Series 2014 na dystansie ¼ IM, o początkach kariery rozmawia Michał Grzybowski.

DSC_9298

Czym jest triathlon?

Triathlon jest dyscypliną sportu, która łączy w sobie trzy wytrzymałościowe konkurencje: pływanie, kolarstwo i bieganie, które następując zaraz po sobie stawiają nie lada wyzwanie wszystkim zawodnikom.

A czym jest dla Jakuba Goliniewskiego?

Dla mnie… Chyba mogę powiedzieć, że jest to mój sposób na życie. Triathlon jest bardzo wymagającą dyscypliną, nie tylko jeżeli chodzi o sam wyścig, ale także codzienną harówkę na treningach… Triathlon uczy mnie pokory, zmusza do uporządkowania planu dnia, przez co zaczynam czerpać z życia pełnymi garściami. Wiele razy słyszałem, że triathlon jest jak narkotyk i myślę, że jest w tym dużo prawdy.

Ile lat już bierzesz?

Zacząłem trenować na początku pierwszej klasy liceum, więc właśnie mija 5 lat (ale ten czas leci).

Kto Cię namówił? Nie łatwiej było grać w piłkę albo zwyczajnie poświęcić się jednej dyscyplinie?

Do piłki nigdy nie miałem talentu, a trenowanie jednej dyscypliny jest taaakie nudne. A tak na poważnie to pierwszą osobą od której usłyszałem o triathlonie był mój pierwszy trener – Sławomir Wąsowicz. Razem z nim jeździliśmy na zawody aquathlonowe (dyscyplina składająca się tylko z pływania i biegania – przyp.red.), gdzie zostałem zauważony przez p. Michała Szłapkę, który zaoferował mi miejsce w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Raciborzu. Pod jego okiem poznawałem tajniki tej, jak wtedy myślałem, dziwnej dyscypliny.

Uważałeś ją na początku za “dziwną”? Dlaczego?

Tysiące ludzi rzuca się w głąb morza na hura by zaraz potem wyjść z wody, mokrym wskoczyć na rower, a na końcu jest jeszcze bieganie. Przyznaj, że może to się wydawać trochę dziwne dla 16 latka, który przez ostatnie 8 lat pływał w ciepłym basenie.

5 lat temu ta dyscyplina w Polsce chyba nie była tak samo popularna jak teraz. Nie bałeś się ryzyka uprawiania bardzo niszowej dyscypliny?

Pod koniec gimnazjum miałem do wyboru dwie ścieżki mojego sportowego rozwoju: mogłem dalej rozwijać się w pięcioboju nowoczesnym (dla mojej kategorii wiekowej był to wówczas trójbój, czyli pływanie, bieganie i strzelanie) lub spróbować czegoś nowego. W zawodach trójbojowych byłem raczej przeciętnym zawodnikiem i nie byłem pewien, czy jest to coś, co chciałbym robić w przyszłości. Triathlon pojawił się znienacka i był bardzo kuszącą i zagadkową propozycją. Po 5 latach w żadnym wypadku nie żałuję swojej decyzji i gdybym miał podjąć ją jeszcze raz, to zrobiłbym dokładnie tak samo. To, jak triathlon w Polsce w ciągu ostatnich 3 lat się rozwinął jest niesamowitym zjawiskiem, a ja cieszę się, że mogę w tym uczestniczyć.

Zaczynałeś zatem swoję triathlonową przygodę z bardzo dobrym przygotowaniem biegowym i pływackim. Jak było z jazdą na rowerze?

Zawsze lubiłem jeździć na rowerze, oczywiście był to wtedy rower górski. Często jeździłem z moim tatą czy kolegami na dłuższe wycieczki, ale treningiem tego nazwać nie można było. Dopiero w Raciborzu pierwszy raz wsiadłem na szosę, co było nie lada przeżyciem.

Było szybko i “straszno”?

Szybko, strasznie, niestabilnie i w ogóle jakoś inaczej. Ale już po pierwszej jeździe nie mogłem doczekać się kolejnej!

Co powiedziała rodzina na Twój wybór? Tego, że zwiążesz swoją przyszłość ze sportem pewnie się spodziewali?

Tak naprawdę to właśnie rodzice w dużej mierze przyczynili się do “mojego” wyboru. Przez pierwsze 3 tygodnie pierwszej klasy liceum chodziłem do szkoły w swoim rodzinnym mieście, chciałem trenować triathlon tutaj, ale rodzice po wielu rozmowach z trenerem Szłapką zasugerowali, że powinienem jednak iść do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Dziękuję za to im, jak i p. Szłapce, bo jak wcześniej wspomniałem, była to jedna z lepszych decyzji w moim życiu.

Jesteś pierwszym triathlonistą w rodzinie?

Tak, pierwszym, ale nie jedynym. Od 3 lat triathlon uprawia także mój wujek. Poza nim moja rodzina niestety nie jest zbyt usportowiona.

część druga