Tym razem bez gradobicia i blisko domu, ale klimat jak na najlepszych wakacjach w ciepłych krajach. Opowieść będzie to o zmaganiach w Piasecznie. 

Po przetarciu szlaków w Olsztynie, niemalże od razu powędrowaliśmy do Piaseczna. Malownicze miejsce nad brzegiem kilku większych kałuż było obiektem pożądania zarówno tubylców, jak i dzielnych triathlonistów. Mając na uwadze fakt, iż pogoda dopisała nic w tym dziwnego, że frekwencja dużo większa niż na niedzielnych wyborach.

Kolarski Team również zaznaczył swoją obecność w pierwszych z cyklu Garmin Iton Triathlon zawodach. Tym razem zawodnicy mierzyli się na dystansie 1/4 Ironman, czyli:  0.95 km pływania, 45 km jazdy na rowerze i 10,55 km biegu.

Nasz skład prezentował się (jak zawsze) zacnie. Do walki przystąpiła niezastąpiona i niezwykle waleczna Monika Kurowska, której los nie szczędzi przygód i niespodzianek. Monia zaczęła bardzo dobrze, pływanie (o ile można pływaniem nazwać tą przeprawę w dość niedużym zbiorniku wodnym-do złudzenia głębokością przypominającą wannę) ogarnęła bez przeszkód. Pierwszy psikus spotkał ją w strefie zmian, gdzie nadgorliwy wolontariusz pilnujący prawa i porządku chwycił Monię za kierownicę w celu jej zatrzymania, powodując tym samym jej upadek. Psikusów ciąg dalszy- przy upadku rower doznał szoku, łańcuch spadł, hamulec zblokowany, Monia załamana, ale nie poddała się. Udało się skończyć wyścig z zacnym czasem 2:52:32, co pozwoliło się jej załapać na 5 miejsce w swojej kategorii i 13 w generalce. Jak dla mnie bardzo spoko, zwłaszcza, że z przygodami!

Monia

Nie zawiódł nas też Przemek Gołdon, który przywitał nas promiennym uśmiechem i niesamowicie zaraźliwym entuzjazmem :)! Szczerze powiedziawszy rozjaśnił mi nieco perspektywę tego upalnego i pracowitego dnia. Na szczęście Przemkowi nie przytrafiły się żadne przygody i dzielnie w bajorku, na piasku i w palące słońce ukończył trasę z czasem 2:48:27, na 229 miejscu w generalnej klasyfikacji, a 62 w swojej kat. wiekowej.

Przemek

Ten dzień nie byłby tak piękny, a słońce na pewno nie świeciłoby tak jasno, gdyby nie pojawił się Michał Grzybowski. Na szczęście, Misiek jest niezwykle zaciętą i waleczną bestią, nie odpuści żadnej rywalizacji, dlatego też niezwykle godnie reprezentował Kolarskiego i w Piasecznie. Niełatwy był to wyścig dla Michała, ponieważ rywalizować przyszło mu z doświadczonym już zawodnikiem, na dodatek z rodzimego teamu. Alex Boucher cały czas deptał mu po piętach (chociaż po prawdzie, wydaje mi się, że po prostu biegali i jeździli razem, bo bardzo się lubili i dobrze im razem przez te 2 godz się gadało). Misiek spisał się na medal i wykręcił czas 2:41:45, co pozwoliło mu usadowić się na 23 pozycji w swojej kat. wiekowej i 172 w generalce.

Michał Grzybowski

Towarzysz niedoli Michała, Aleksander Boucher o długość stopy wyprzedził swojego „najbliższego” rywala. Fenomenem Aleksa był niezwykle świeży wygląd. Podczas biegu nie sprawiał w ogóle wrażenie na kogoś, kto właśnie zdążył wyschnąć po wyjściu z jeziora, bo przejechał sobie kawałek na rowerze. Cały czas plotkując sobie z Michałem ukończył zawody z czasem 2:41:41,w swojej kat wiekowej był 42, w klasyfikacji generalnej 173.

alex

Niesamowity prezent na urodziny sprawił sobie Grzesiek Bielecki. Dzień wcześniej córa Grzesia zajęła zaszczytne 2 miejsce, tatuś co prawda nie zdążył na pudło,ale to wszystko wina groupies, które nieustannie rzucały mu się na szyję, składając urodzinowe życzenia. Nic to jednak, Grzesiek w swojej kat. wiekowej był 100 (szczęśliwa liczba- 100 lat!) w generalce 356 (też szczęśliwa, cały rok szczęścia i dostatku!) z czasem 3:09:41.

grzesiek bielecki

Najbardziej wypaśny czas, co nie powinno nikogo dziwić zrobił Łukasz Grass. Pomimo, że był to jego 4 start z rzędu Łukasz pokazał, że treningi i mega motywacja, czy też duch sportowej rywalizacji pozwalają przezwyciężyć nawet najbardziej zgryźliwe żarty organizatorów ( takie jak trasa biegowa usłana piaskiem). Piękny czas 2:17: 43 ustawił Łukasza na 3 miejscu w jego kat. wiekowej a 22 w klasyfikacji generalnej.

Łukasz Grass

Dumni jesteśmy z Was bardzo! Ja osobiście podziwiam, że w taki upał nie skręciliście w stronę budek z zimnymi napojami, może i wyskokowymi, tylko ukończyliście zawody i to z takimi wynikami!

W nagrodę przygotowałam dla Was galerię z jęzorem:

Jest też taka bez jęzorów: