Podziwiałam Was w lato i zacną długą jesień. Coś podpowiadało mi, że zima przyniesie nieuniknione rozstanie. A TU NIE. Nic podobnego się nie zdarzyło. Może dlatego, że zimy raczej nie było. Nie mniej jednak zmiany zostały poczynione.

Powstała trenażerownia, a z nią opcja na całkiem nowe możliwości! Śniegi nie były obfite, więc jeździliście kiedy i jak tylko się dało.  A moje serce się radowało… Co bardziej wygodni i rozumni, zamiast w deszcz, wiatr i niepogodę przenieśli się w ciepłe objęcia Kolarskiego. I znów radowałam się, że hej!

Co prawda była to mała odmiana, po waszych letnich wojażach, kiedy tylko chwil kilka zostawaliście, a potem odjeżdżaliście w siną dal. Teraz było was więcej (w każdym sensie).  Więcej półnagich, męskich torsów, pot lejący się strumieniami, uspakajający szum trenażerów, rozwiane od wiatraków bujne grzywy, ledwie słyszalne jęki: MARTA! wodę, pliiz…  było niezwykle ciekawie. Trenowanie było opatrzone historiami rozmaitymi, planami na nowy sezon, wybieraniem nowych strojów, pianek, butów i innych kolarskich niezbędnych fatałaszków. Szafiarkowe blogerki przy was to pikuś.

Tylko później nie mówicie Panowie, że kobiety to samo zło i próżność w czystej postaci, albo że  konsumencki zew je ogarnia. Częstotliwość waszych ściem dotyczących: cen rowerów, czasu który spędzacie w Kolarskim 😉 ceny nowych butów (które na dodatek nawet nie są ładne), szacowanych remontów rowerowych i absolutnie koniecznych poprawek, jest wręcz porażająca. Że nie wspomnę o lamencie jeśli któryś przytył/schudł/ zbrzydł,czy spuchł, czy że nogi ogoli, czy nie?!  A potem trzeba będzie topić łydę, a że Szymonbajk w Calpe- Sralpe,albo innej Norwegii lans tłusty odstawia, to wy też tęsknym wzrokiem po mapie wodzicie.

Ale na tęsknym spojrzeniu nie koniec. Szybka organizacja, mobilizacja, procesy decyzyjne na zaawansowanym poziomie i bęc, rach ciach i wyjazd do Calpe Sralpe gotowy. Są walizeczki, żele, dętki, grzebyk, lusterko, jest wszystko! Jest MOC.

Zima to nie nudy totalne. W tym czasie działy się w Kolarskim niezwykle ciekawe rzeczy. Była demonstracja, która towarzyszyła otwarciu centrum treningowego, która zresztą nie przeszkadzała nam w małej imprezce. Był sławny turniej o PUCHAR PREZESA.

Michaś Grzybowski, nasza kolarska kronika filmowa oczywiście nie zawiódł, prezentujemy zatem relację z Pucharu Prezesa!

 http://vimeo.com/81933127

Były też zawody B KOOLA i testy piankowe.  Jednak i tak najfajniejszy był cup tasting. Przyszliście licznie, były fajne kawki (dzięki Java Coffee Company) udowodniliście, że macie smak jak trzeba bezbłędnie rozpoznając wśród jednej z próbek robustę (fuj, fuj, fuj).

Doturlaliśmy się jakoś do tej przedwczesnej wiosny. Poprzez tony kurczaków, kuskusów, litrów wyciskanych z was potów i licznych śmiechów, najczęściej z siebie nawzajem. Z zadowoleniem stwierdzam, w zakresie prac które mnie interesują, że rozwinęliście się kawkowo. Z  mdłych latte, wzrasta odsetek flat white’ow, espresso i dripów 🙂 Wszyscy szykujemy się do zawodów, cięższych treningów i pracowitego lata. Mamy dla Was kilka ciekawych propozycji na to lato i parę niespodzianek w zanadrzu. Tradycyjnie będę informować na bieżąco, w miarę możliwości 🙂

Pozdrawiam serdecznie!